psychologia dla każdego
Header

Kryzys wieku średniego

Kryzys wieku średniego, inaczej kryzys środka życia najczęściej dotyka mężczyzn w wieku 45-50 lat. Jeśli dotyka kobiet dzieje się to zazwyczaj nieco później, przeważnie po okresie menopauzy, czyli po 50 roku życia.

Według psychologów jest to jeden z najważniejszych etapów życia, bo właśnie wtedy następuje przełom i zmiana fundamentalnych wartości, jakimi kieruje się człowiek do momentu jego nadejścia.

Psychologowie w tym aspekcie dzielą życie na dwa podstawowe fazy: pierwsza to funkcjonowanie przed kryzysem wieku średniego i obejmuje ona przede wszystkim wypełnianie narzuconych ról społecznych. Druga faza to życie po kryzysie, kiedy człowiek szuka indywidualności i zmierza się z pytaniami dotyczącymi ludzkiej egzystencji.

kryzys wieku sredniegoSam kryzys wieku średniego objawia się najczęściej zmianami w postrzeganiu świata i podejmowaniu skrajnych decyzji. To wtedy człowiek chce zmieniać swoje życie, rozwijać horyzonty i stara się by codzienność była bardziej atrakcyjna.

Niepokojący jest jednak fakt, że u osób, u których kryzys wieku średniego wystąpił trwa już do końca życia, dlatego tak istotna jest w tym przypadku rola psychoterapii, dzięki której osoba przeżywająca tego rodzaju rozterki może zachować w swoim postępowaniu zdrowy rozsądek.

Wylicza się, że kryzys wieku średniego aż w 70% doprowadza do zdrady bądź wielokrotnej zmiany partnera. Jest swoistą zmianą tożsamości człowieka i często może być mylony z czasowym konfliktem wewnętrznym bądź nawet depresją.

Z kryzysem średniego wieku wiąże się najczęściej spadek energii, poczucie bezsilności i beznadziei. Uaktywniają się również wszelkiego rodzaju lęki a nawet nocne koszmary. Wszystko to jest skutkiem myśli o sensie istnienia i podsumowań własnego życia. Osoby, których dopada kryzys wieku średniego uważają przeważnie, że jego życie jest nic nie warte a sam nie osiągnął wiele zarówno na polu zawodowym jak i prywatnym.

Osoba, która zmaga się z kryzysem wieku średniego ma poczucie przemijalności życia, widzi, że czas, który jej pozostał jest niestety ograniczony. To właśnie taki rozrachunek swoich doświadczeń i postępowań doprowadza do przewartościowania wewnętrznego świata. Najgorszy jest symptom pesymistyczny, kiedy człowiek zauważa, że się starzeje ? wycofuje się a nawet traci swoją witalność fizyczną.

Osoby, które przechodzą kryzys wieku średniego dostrzegają swoje niedoścignione marzenia i wszystko czego nie udało im się do tej pory dokonać. Uznają, że to właśnie teraz nadszedł czas na to, by przed starością zmienić życie na lepsze. To dlatego mężczyźni uciekają do młodszych partnerek a kobiety zaczynają bardziej o siebie dbać. Dobrym sposobem na radzenie sobie z przygnębiającymi myślami o kruchości życia jest odnalezienie nowej pasji ? zresztą jak twierdzą psycholodzy to właśnie tą formę rozrywki wybierają najczęściej kobiety. Kursy tańca, siłownia, aerobic a nawet prowadzenie bujnego życia towarzyskiego są najczęściej wybieraną odskocznią.

Są tacy, którzy twierdzą, że kryzys wieku średniego to wymyślony stwór, wytłumaczenie dla zachowań irracjonalnych. Według specjalistów jest to niestety poważny problem społeczeństwa w wieku średnim a osoby, które się z nim zmagają często potrzebują terapii.

Psychoterapia w przypadku wystąpienia tego rodzaju kryzysu jest zawsze bardzo indywidualna. Tutaj w grę nie wchodzą żadne spotkania grupowe bowiem każdy przypadek jest inny. Celem psychoterapii jest przede wszystkim zachowanie równowagi życia osoby w wieku średnim, nastawienie jej na właściwe ?tory? działania.

Psychoterapia w sytuacji kryzysu wieku średniego pozwala przyjrzeć się prawdziwym relacjom z bliskimi i zmienić w życiu tylko to, co naprawdę jest konieczne. To skuteczna metoda, by ustrzec się błędów, które mogą być tragiczne w skutkach. Zdrady, rozwody czy hulaszczy tryb życia dla zachowania sztucznej, przemijającej młodości są najczęściej możliwe do uniknięcia jeśli tylko osoba cierpiąca zda sobie w miarę szybko sprawę z problemu. Rolą psychologa jest również obiektywne podsumowanie życiowego dorobku, wskazanie jego plusów i minusów jak również osiągnięcie oczekiwanego dystansu.

Ponieważ kryzys wieku średniego wiąże się także często z objawami depresyjnymi, zadaniem psychoterapii jest ukazanie optymistycznych aspektów życia. Tylko poważne, fachowe podejście do kryzysu może ustrzec przed zatraceniem i podejmowaniem zgubnych decyzji.

Poczytaj również:

 

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 You can leave a response, or trackback.

3 komentarze

  • Sylwia says:

    Skąd wiadomo, że kryzys wieku średniego jeśli się zacznie, to trwa do końca życia? Czy kryzys to nie stan przejściowy? Przeraziło mnie to, co tu przeczytałam……
    Sama jestem na etapie uświadomienia sobie, że chaos, który towarzyszy w moim związku od ok.3 lat, to właśnie efekt kryzysu wieku średniego jaki przechodzi mój partner.Jesteśmy w związku od 19 lat.Pierwsze objawy pojawiły się kilka lat temu…..gdy zmienił pracę.Z uporządkowanego, radosnego mężczyzny zrobił się ….no właśnie jeden chaos.Tłumaczyłam sobie, że to napięcie wywołuje praca w której on przez pierwszy rok nie wiedział co do niego należy. Kręcił się jak przysłowiowy bąk.Potem trochę się unormowało, choć mój partner zaczął praktycznie na wszystko narzekać.Potem dostał awans.Wydawało się, że dla niego powinna być to nobilitacja, skok w górę. A dla nas miało to oznaczać lepsze życie. Namówiony przez przyjaciół przyjął propozycję…..no i się zaczęło. Najpierw przez rok wysłuchiwałam, że on się do tego nie nadaje, że nie da sobie rady.Starałam się go wspierać, bo wiedziałam, że dla niego to trudne, nowe wyzwanie.Tym bardziej, że i ja i inni patrzyliśmy z podziwem, jak znakomicie sprawdza się w nowej roli.Potem zaczął się czas „wody sodowej, która uderzyła mu do głowy.”.Znajomi z niedowierzaniem słuchali coraz bardziej pyszałkowatych wypowiedzi.On sam w towarzystwie zaczął uprawiać monologi i coraz częściej kłócić się ze znajomymi.Wobec mnie zaczął robić się szorstki i nieprzyjemny, choć wcześniej był czuły i wyważony.Potem był czas jego depresji i „dodupizmu”.Wtedy wycofał się z częstych spotkań z przyjaciółmi (zawsze był bardzo towarzyski).A potem zaczęła się jazda bez trzymanki, która trwa do dziś! Od października zeszłego roku zaczęły dziać się przedziwne rzeczy. Zaczął czepiać się mnie na każdym kroku, najdrobniejsze sprawy stały się powodem do wszczynania awantur.Wobec mnie zrobił się bardzo oschły, zimny, agresywny (słownie), napastliwy, upokarzający.W między czasie zaczął chodzić na treningi krav magi, choć przez lata sprawiała mu frajdę koszykówka, z której całkowicie zrezygnował.Zaczął przyglądać się sobie w lustrze i podkreślać jaki jest stary.W krótkim czasie mocno schudł.Zaczął się lepiej ubierać i jednocześnie robił się coraz trudniejszy do zniesienia. Gdy pojechaliśmy na imprezę sylwestrową, znajomi określili, że zachowuje się tak, jakby wcale ze mną na tę imprezę nie przyjechał. Kilka dni później był z kolegami na imprezie, po której oznajmił że „nie wie jak to się stało, ale przestał mnie kochać”.Zwaliło mnie to z nóg.Przez pierwsze dni starałam się sobie tłumaczyć, że to było tylko takie pijackie gadanie.On zresztą twierdził następnego dnia, że wcale nie to miał na myśli. Postanowiłam wtedy się wyprowadzić, by sprowokować go douuświadomienia sobie co do mnie czuje.Wchodziłam z założenia, że te 19 lat które razem spędziliśmy, nasze wspólne wspomnienia, doświadczenia, to co nas łączyło spowoduje, że on zawalczy o mnie. Tak jednak się nie stało.Coraz rzadziej się ze mną spotykał, przestał zapraszać do swojego domu (z domownika stałam się bardzo rzadkim gościem)zaczął traktować jak kogoś obcego.Nie mogłam w to uwierzyć. Cały czas miałam huśtawki emocjonalne.Jednego dnia pisał, że i tak będziemy razem by za chwilę powiedzieć, że jednak nie możemy być już razem.Twierdził, że najlepiej się czuje gdy jest sam.I zaraz opowiadał kogo odwiedził, albo do kogo jedzie.Jego świat wypełnił się nowymi ludźmi, starzy przyjaciele poszli w odstawkę.A częstotliwość spotkań stała się zastraszająca (w ciągu tygodnia potrafił odwiedzić ok.20 osób +imprezy).Zmienił radykalnie poglądy, zaczął tolerować rzeczy, które do tej pory były dla niego nie do przyjęcia. Przez cały czas próbowałam rozmawiać i pytać o to, co się dzieje, co widzę. Dzięki temu stałam się tylko w jego oczach wrogiem,nie uzyskując praktycznie żadnej odpowiedzi poza jedną „on nie będzie się nikomu tłumaczył”(albo „to nieważne”).Rozmowy zazwyczaj kończyły się szybko.On kwitował to komentarzem, że w takiej sytuacji nie widzi możliwości, byśmy byli razem.Po kilku dniach zmieniał zdanie.1 maja umówiliśmy się na spacer.Długo rozmawialiśmy o tym co jest między nami i co się ostatnio działo.Zapytałam, czy w jego życiu ktoś się pojawił, że tak między nami było. Zaprzeczył.Powiedziałam, że chcę zrozumieć co się zadziało.Stwierdził, że to z nim coś dzieje się nie tak.Zaprosił mnie po spacerze do swojego domu.Wyszedł na chwilę zostawiając telefon.Szybko wrócił blady jak ściana.Ale ja zdążyłam już zobaczyć….w telefonie była obszerna, częściowa korespondencja z jakąś kobietą.Proponował jej m.in.układ.., kilkudniowy wyjazd….i wiele innych.Byłam zdruzgotana….nie tyle samym odkryciem(emocje przyszły później), jak kłamstwem! Mój partner nigdy mnie okłamywał, brzydził się kłamstwem. ….a tu kłamał patrząc mi prosto w oczy.Tłumaczył, że miał prawo bo się wyprowadziłam, a poza tym miał z nią sporadyczny kontakt i nic między nimi nie było.Nie była nikim ważnym.Kilka dni później wyszły kolejne rewelacje.Panienką okazała się jego była obecnie 22letnia uczennica (on ma 47 lat)zaczęła do niego przychodzić ze swoimi problemami już w lipcu ubiegłego roku, za jej namową poszli wspólnie na krav magę, gdzie przez pierwsze miesiące trenowali w parze, zaczął chodzić na treningi od września, a mnie mówił, że pierwszy raz poszedł w połowie października (dodatkowo mnie wmawiał, że jedzie na kosza), a sporadyczny kontakt z panienką to było pisanie przez kilka godzin sms-ów.I była dla niego tak nieważna, że tłumaczył się jej na każdym kroku z tego co robii i gdzie jest.I do tak nic ni znaczącej osoby w ciągu kilku miesięcy wysłał ponad 700 wiadomości. O tych rewelacjach dowiedziałam się przez przypadek, nie od niego.On tylko brnął w dalsze kłamstwa.A moje prośby o wyjaśnienie kwitował, że nie zamierza nic wyjaśniać…..ironicznie dodając, że ja i tak wszystko wiem. ….Oczywiście w takiej sytuacji zarządałam, by natychmiast zrezygnował z treningów.Tym bardziej, że ona też tam chodzi.Stwierdził, że nie będę mu mówiła co ma robić i nie ma zamiaru z niczego rezygnować.Mało tego oświadczył, że jedzie na kilkudniowy obóz (na który ona też pojechała) i nie było odwołania.Za nic miał moje tłumaczenia, że jak mamy odbudować relację, skoro on narozrabiał i nie chce o nic się starać, z niczego rezygnować dla naszego dobra, dla mojego dobra.Zlekceważył moje potrzeby i uczucia.Wbrew moim prośbom pojechał i nie raczył stamtąd ani zadzwonić, ani napisać.Były dni, że trochę miękł i dało się ciepło przez chwilę porozmawiać. Ale za chwilę wracają cynizm i ironia.Chciałam dodać, że napróbie uwiedzenia jednej panienki się nie skończyło. Gdy tamta mu napisała, że jeśli chce się z kimś związać, to niech szuka kogoś w swoim wieku…..to tydzień później wylądował w Warszawie zapraszając na obiad i kawę swoją 22letnią byłą…..pracownicę.
    Obecnie jesteśmy na etapie takim, że on traktuje mnie jak powietrze (od kilku dni jestem w jego domu, że się na nowo ze sobą oswoimy).On twierdzi, że na razie nie widzi byśmy mogli być razem, bo coś się wypaliło.On najlepiej czuje się sam i to co może mi zaproponować, to spotkanie się czasem na kawie.Ja mówię, że dla mnie absolutnie tak nie mogą wyglądać nasze relacje….bo nie chcę być jedną z wielu, z którą umawia się na kawę.Ja potrzebuję mężczyzny do wspólnego życia. Cały czas dostaję od niego sprzeczne sygnały o tym czego chce.Praktycznie wyeliminował mnie z całego swojego życia, pozbawił wielu przywilejów…..a jednocześni gdy mówi „chyba jednak musimy się rozstać”, to nie czuję w tym przekonania.Widzę, że unika jakichkolwiek rozmów ze mną, twierdzi, że nie wie jak to posklejać i chyba nie chce tego robić, nie ma poczucia winy czy straty, kwituje tylko „no popsuło się”,”co się raz rozwaliło nie da się poukładać”….po czym kwituje „może kiedyś się jeszcze między nami samo poukłada”.Gdy pytam jak by chciał by wyglądało jego życie za kilka lat? Odpowiada „że nie wie”(zresztą tak odpowiada na większość moich pytań), nie myśli o przyszłości (a jeszcze rok temu mieliśmy kupować działkę), chce być niezależny, nikomu się nie tłumaczyć z tego co robi i z kim.Nie potrzebuje mieć obok siebie kogoś, kto go kocha, dla kogo jest ważny, kto się o niego troszczy, z kim może pogadać. W rozmowach często kwituje, że ja niczego nie rozumiem.Gdy proszę, by mi wyjaśnił…..kwituje-nieważne.W rozmowach często skupia się wyłącznie na moich wadach i tym, co w przeszłości według niego źle robiłam.Przeinacza fakty, nie chce słuchać wyjaśnień.W swojej głowie utworzył przedziwny mój obraz, na który nie s?łada się nic dobrego (a kiedyś mnie podziwiał).Kompletnie nie przyjmuje do świadomości, że przez ostatnie lata mocno pracowałam, by znacznej części niedociągnięć się pozbyć, by je zmienić.A przecież nie ma ludzi idealnych.Poza tym widać, że rośnie w nim pustka i beznadzieja.Choć wobec innych jakby zakładał maskę! Nie wiem co dalej ztym wszystkim robić. ….Odpuścić, czy czekać aż kryzys minie? Czy gdzieś są opisane etapy takiego kryzysu? Czego można się jeszcze spodziewać?Jak przetrwać czas tak silnego napięcia? Kocham go i choć teraz jest trudno i bardzo boli, to nie wyobrażam sobie życia bez niego…..ale jak długo można czekać, aż on się opamięta? Można mu jakoś w tym pomóc?



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *